![]() |
| Miejsce tylko dla nas;) |
To miejsce kojarzę z elektrowni wodnej i rzeki Małej Panwi, o której może będzie nam dane kiedyś więcej opowiedzieć. Miejsce w tym czasie kompletnie wyludnione. Wybraliśmy trochę na czucie daleko od typowych deptaków.
![]() |
| Cieszymy się sobą i wejściem |
Łukasz :
Mam myśl graniczącą z pewnością, że większość ludzi którzy planują trasy w rejonie naszych tras zakładają coś innego niż my. I albo byli tutaj i wiedzą co ich czeka i są mądrzejsi o to doświadczenie albo idą na chybił trafił za innymi. Mamy kilka takich tras, gdzie napotkani turyści w większości albo wszyscy, idą w przeciwnym kierunku. To czasami jest zabawne. Czy oni wiedzą coś czego my nie wiemy?
"Bo w życiu liczy się nie to, czy nagrodzą nas oklaskami, lecz to, czy będziemy mieli odwagę iść naprzód mimo braku gwarancji uznania" A. Towles
![]() |
| Czy coś widać?! ;) |
![]() |
| Szczęście w wyjątkowy dzień |
Łukasz:
Był to wyjątkowy dzień z różnych względów tylko nam znanych. Jednym z nich były Anny urodziny. Chcieliśmy uczcić je wejściem na Śnieżnik. Dawno temu, Anna wyjawiła mi swoje marzenie
![]() |
| Pora w drogę |
Pojechaliśmy w nieznane. Przynajmniej ja nie wiedziałam, co tego dnia jest naszym miejscem docelowym. Zjeżdżając w obszary Wisły Czarne - mogło być tylko ciekawie- tak sobie pomyślałam. Stanęliśmy pod "baranim" hotelem - czyli akurat dla mnie:) Nikogo nie było. Słońce obiecało pojawić się później;) I od parkingu od razu ostro w górę. Bez taryfy ulgowej.
![]() |
| Szczęście na szczycie |
Nasz szlak na Potrójną zaczęliśmy od przeciskania się samochodem przed innymi, aby zaparkować blisko żółtego szlaku z Rzyk. To nie było za łatwe w weekend, gdzie mamy blisko działający wyciąg i stok narciarski. Śniegu tak jak narciarzy było pełno. Po dojechaniu na ostatni możliwy parking na wzniesieniu i zsunięciu się z niego samochodem po lodzie, grzecznie zawróciliśmy.
![]() |
| Chcieliśmy się inhalować |
Łukasz:
Szczawnica obok Zakopanego, Karpacza i Szklarskiej Poręby jest najbardziej obleganym miastem w Polsce przez turystów, ale w sezonie. Trzeci tydzień lutego w pandemii nie można uznać za sezon. Już dawno po feriach, które z kolei nie można uznać za prawdziwe ferie. To czas próżni w takich miejscowościach. My się w tym odnaleźliśmy. Przyjechaliśmy z Anną na kilka dni. Pospacerować, odpocząć i coś zobaczyć. Od razu wpadliśmy w wir zwiedzania okolicy.
![]() |
| W tańcu na śniegu |
Chciałabym zacząć tę opowieść od pewnej refleksji. Wyprawy zimowe różnią się znacząco od tych przeprowadzanych w innych porach roku. Trasa może nie wyglądać imponująco pod względem kilometrów ale to zupełnie nie oddaje stopnia trudności i włożonego wysiłku. Trzeba pamiętać że często towarzyszy nam brodzenie w śniegu po kolana, oblodzone podejścia, stopnie pokryte lodem i śniegiem co dodatkowo utrudnia przejścia albo spadający niespodziewanie śnieg na głowę w nadmiernych ilościach 😉
"Świat jest książką i ci którzy nie podróżują, czytają tylko jedną stronę"
Św. Augustyn
![]() |
| Trzy Korony nadchodzimy |
Łukasz :
Radzę zdobywać tak oblegane przez turystów szczyty poza sezonem i w tygodniu. Nam się udała ta sztuka. Zjawiliśmy się w wyludnionej miejscowości Sromowce Niżne w lutym, w piątek i w godzinach porannych. Myślałem, że miejscowość jest całkowicie wymarła. Wszystkie parkingi płatne i bezpłatne puste. Miejscowych mało na zewnątrz, a turystów w ogóle nie widzieliśmy.
![]() |
| My w sypiącym śniegu |
Łukasz:
Mnie osobiście na wejście na Wielką Czantorię natchnął mój tata. Był tam latem, pół roku temu. Wchodził od strony kolejki. Pamiętałem o tym szczycie. Ponownie wróciły wspomnienia o nim w momencie podchodzenia na Wielki Soszów. Tam po oglądnięciu się za siebie widać szlak pod Czantorię. Pamiętam zalesione zbocze, które było zmrożone u szczytu. Magicznie to wspominam.
"Zima w przeciwieństwie do lata, gdy góry zalewane są przez tłumy ludzi, daje możliwość przeżycia prawdziwej przygody. Warunki są wtedy dużo cięższe, trudne stają się nawet wejścia zwykłym szlakiem, a podejścia zabierają dużo czasu" D. Haston
![]() |
| Szczęśliwi na Kowadle |
Anna:
Dzisiaj będzie inaczej. Mocno. Bo taka to była wyprawa. Miało być przyjemnie - przy stosunkowo niewielkim czasie ponad 4 godzin wspinaczki. Wyszło zupełnie inaczej. Ale nikt z nas nie mógł tego przewidzieć. Nikt z nas nie wiedział, że wszystko zajmie nam prawie 8 godzin. 8 godzin naprzemiennego marszu z ostrą wspinaczką, bądź torowania nowego przejścia w śniegu po kolana.